Bruksela zmienia język, ale nie zmienia kursu, a za „zieloną rewolucję” w salonach samochodowych płacą wszyscy Europejczycy. Piotr Müller otrzymał odpowiedź od Komisji Europejskiej, dotyczącą skutków UE polityki Komisji Europejskiej wobec pojazdów elektrycznych dla konsumentów w UE.
Europoseł skierował do Komisji Europejskiej konkretne pytania dotyczące wpływu Zielonego Ładu oraz forsownej elektryfikacji na rynek motoryzacyjny. Müller pytał o przyczyny drastycznego wzrostu cen aut w Europie, ograniczenie wyboru dla konsumentów oraz o to, czy Unia planuje realny powrót do neutralności technologicznej, która pozwoliłaby na współistnienie różnych rodzajów napędów.
Odpowiedź płynąca z Brukseli potwierdza obawy posła: zapowiedzi o większej „elastyczności” okazują się głównie zabiegiem wizerunkowym. Komisja wprost przyznała, że ceny samochodów w UE rosły w ostatnim czasie szybciej niż inflacja. Mimo tej świadomości, instytucje unijne nie zamierzają rezygnować z silnej presji regulacyjnej na rzecz mobilności bezemisyjnej.
Pozorna neutralność technologiczna zamiast wolnego rynku
Zdaniem Piotra Müllera, obecna polityka UE to nie wolność wyboru, lecz dalsze, ręczne sterowanie rynkiem za pomocą przepisów i zachęt finansowych. Choć przekaz płynący z Komisji ma być teraz łagodniejszy, efekt końcowy ma pozostać identyczny – eliminacja silników spalinowych na rzecz jednej, politycznie wybranej technologii.
Poseł podkreśla, że to konsumenci i mechanizmy rynkowe powinny decydować o tym, która technologia najlepiej sprawdza się w codziennym użytkowaniu. Tymczasem zamiast ograniczać obciążenia, które windowały ceny aut, Komisja proponuje kolejne instrumenty i pakiety regulacyjne. Według Müllera sytuacja, w której to urzędnicy, a nie rynek, wyznaczają kierunki rozwoju przemysłu, uderza przede wszystkim w przeciętnego Europejczyka.
Pełną treść zapytania oraz oficjalną odpowiedź Komisji Europejskiej można znaleźć pod poniższymi linkami:

