Państwowy Instytut Badawczy NASK wydał w 2025 roku ponad 12 mln zł na funkcjonowanie Ośrodka Analizy Dezinformacji. Gdy poseł do Parlamentu Europejskiego Piotr Müller zapytał o szczegółowe dane dotyczące zgłoszeń kierowanych do platform społecznościowych oraz procedury kwalifikowania treści jako dezinformacyjnych, instytucja nie przekazała pełnych informacji. Europoseł kieruje kolejne pismo i domaga się jawności.

Najpierw „informacja przetworzona”, potem RODO

W marcu Piotr Müller złożył do NASK wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Chciał uzyskać m.in. szczegółowe zestawienie zgłoszeń treści kierowanych do platform społecznościowych w 2025 roku oraz informacje o kryteriach i procedurach, według których analitycy NASK kwalifikują treści jako dezinformacyjne.

NASK odpowiedział, że część danych miałaby stanowić „informację przetworzoną” i wymagać wykazania szczególnie istotnego interesu publicznego. Piotr Müller w kolejnym piśmie taki interes wykazał, wskazując m.in. na wykonywanie mandatu posła do Parlamentu Europejskiego, prace nad unijnym Aktem o usługach cyfrowych oraz prawo obywateli do kontroli wydatkowania publicznych pieniędzy.

W kolejnej odpowiedzi NASK nie odniósł się jednak merytorycznie do tych argumentów. Instytut podtrzymał stanowisko i wskazał m.in. na konieczność przypisania nowych kategorii do 46 511 wpisów oraz anonimizacji danych.

Problem polega na tym, że europoseł nie pytał o dane osobowe ani treść konkretnych zgłoszeń. Domaga się przede wszystkim danych zbiorczych: ile zgłoszeń skierowano do danej platformy, jaki był ich status i według jakich zasad były kwalifikowane.

Dane są. NASK sam je opublikował – tylko nie w całości

W swoim raporcie NASK opublikował dane dotyczące zgłoszeń do platform społecznościowych w podziale na kwartały. Piotr Müller domaga się teraz przedstawienia ich w formie jednej zbiorczej tabeli rocznej za 2025 rok.

Chodzi o zestawienie, które pokazywałoby dla każdej platformy liczbę zgłoszeń dokonanych przez NASK oraz liczbę treści usuniętych, poddanych moderacji, odrzuconych lub objętych innym statusem.

Zdaniem europosła nie jest to tworzenie nowej informacji, lecz proste zestawienie danych, które NASK już posiada.

– Jeżeli NASK był w stanie opublikować dane kwartalne, to zsumowanie ich w roczne zestawienie jest czynnością techniczną, a nie tworzeniem nowej analizy. Nie pytam o dane osobowe, tylko o liczby. Obywatele mają prawo wiedzieć, jaka była skala i skuteczność działań instytucji finansowanej z publicznych pieniędzy – wskazuje Piotr Müller.

Raport pełen tematów, których oficjalnie „nie ma”

Kolejna kwestia dotyczy kategoryzacji zgłoszeń. NASK twierdzi, że nie prowadzi kategoryzacji tematycznej w układzie wskazanym przez europosła.

Jednocześnie opublikowany raport zawiera liczne case studies pogrupowane tematycznie – dotyczące m.in. dezinformacji wyborczej, zdrowotnej, incydentów związanych z bezpieczeństwem, reklam deepfake, podszywania się pod osoby publiczne czy operacji wpływu.

W najnowszym piśmie Piotr Müller wskazuje, że skoro analitycy Ośrodka Analizy Dezinformacji potrafili wyodrębnić i opisać takie obszary w raporcie, to opinia publiczna ma prawo wiedzieć, czy i w jaki sposób zgłoszenia są oznaczane, tagowane lub klasyfikowane w codziennej pracy.

Europoseł domaga się więc ujawnienia informacji o faktycznie stosowanych kategoriach, tagach, oznaczeniach lub innych sposobach opisywania zgłoszeń. Jeżeli takie mechanizmy nie istnieją, NASK powinien to jednoznacznie wskazać.

Procedury za ponad 12 mln zł, których nie można zobaczyć?

Piotr Müller ponownie domaga się także udostępnienia wewnętrznych dokumentów operacyjnych stosowanych przez analityków NASK. Chodzi m.in. o instrukcje, formularze, procedury i wytyczne dotyczące oceny treści oraz kierowania zgłoszeń do platform.

NASK odsyła do rozdziału „Metodologia” w opublikowanym raporcie. Zdaniem europosła nie jest to jednak wystarczające, ponieważ publiczny opis metodologii nie zastępuje wewnętrznych instrukcji roboczych, którymi posługują się pracownicy w codziennej pracy.

– Instytucja finansowana z publicznych pieniędzy, która zgłasza treści do usunięcia lub ograniczenia na platformach internetowych, musi działać według jasnych i jawnych zasad. Walka z dezinformacją nie może być pretekstem do tworzenia systemu, którego nikt realnie nie kontroluje – podkreśla Piotr Müller.

Jawność albo sądowa kontrola działań NASK

W najnowszym piśmie Piotr Müller wzywa NASK do przekazania żądanych informacji albo – w przypadku dalszej odmowy – do wydania formalnej decyzji administracyjnej.

Dotychczasowe odpowiedzi instytutu miały charakter pism informacyjnych. Tymczasem zgodnie z ustawą o dostępie do informacji publicznej odmowa udostępnienia informacji powinna nastąpić w drodze decyzji administracyjnej, z podaniem podstawy prawnej i faktycznej oraz pouczeniem o środkach zaskarżenia.

Brak udostępnienia informacji przy jednoczesnym niewydaniu decyzji może zostać potraktowany jako bezczynność podmiotu zobowiązanego i otworzyć drogę do skargi do sądu administracyjnego.

– Jeśli państwowa instytucja decyduje, które treści zgłaszać do platform, musi pokazać zasady, według których działa. Obywatele mają prawo wiedzieć, jak państwo wpływa na treści publikowane w internecie – dodaje europoseł.

Czego domaga się Piotr Müller?

W kolejnym piśmie do NASK europoseł precyzyjnie wskazuje, jakich informacji oczekuje od instytutu. Chodzi m.in. o:

  • zbiorcze, roczne zestawienie zgłoszeń za 2025 rok z podziałem na platformy i statusy ich rozpatrzenia,
  • informację o tym, jakie tagi, kategorie, oznaczenia lub inne sposoby opisu zgłoszeń są faktycznie stosowane przez analityków OAD NASK,
  • udostępnienie wewnętrznych instrukcji, formularzy, procedur i wytycznych wykorzystywanych przy ocenie treści oraz kierowaniu zgłoszeń do platform,
  • jednoznaczne wskazanie, jeśli takie dokumenty, tagi lub oznaczenia w NASK nie istnieją,
  • wydanie formalnej decyzji administracyjnej, jeżeli instytut nadal odmawia udostępnienia informacji.

Piotr Müller zapowiada dalsze monitorowanie sprawy. Jak podkreśla, chodzi o jawność działań instytucji publicznej, kontrolę wydatkowania ponad 12 mln zł ze środków publicznych oraz ochronę wolności słowa w internecie.